Fanka Gerarda

I zrobiło się raźniej.

Gerard Cieślik na zawsze pozostanie legendą. Na boisku, podobnie jak generał Mirosław Hermaszewski w kosmosie, dokonywał niemożliwego. Jego potyczki na murawie wymagały tyle samo precyzji i finezji co lot orbitalny. Legendy i symbole niestety płowieją; zostają zdegradowane, odarte z należnej chwały zaś powodów jest kilka. Upływający czas, pamięć, która nas zawodzi, czy niepamięć wynikająca z niewiedzy – to wszystko działa na szkodę. Jak zapewne wiecie, 29 lutego urodziny obchodzi Krystyna Cieślik – żona Gerarda. Taki dzień nie figuruje w kalendarzu w 2018 roku dlatego spotykamy się jutro w Domu Pomocy Społecznej „Nadzieja”w Chorzowie. O fakcie informowaliśmy na antenie Telpolu i w mediach społecznościowych – ale nie w tym rzecz. Kilka dni temu odwiedziłem dąbrowski magistrat. W rozmowie z prezydentem miasta pojawił się temat piłki nożnej, Gerarda Cieślika i jego chorej żony. O sympatię mieszkańców do Ruchu Chorzów, z wiadomych przyczyn, nie zapytałem, jednak postać piłkarza tej klasy sprowokowała dyskusję:) Zbigniew Podraza zgrabnie stwierdził, że jubilatce należą się życzenia i jakiś dąbrowski gadżet. „Bramki są dwie, ale piłka jedna, wspólna – podobnie jak Metropolia” – powiedział. Zresztą, sami przeczytajcie. Można? Można. Bez Silezy, gwałtów słownych, paszkwili, zadęcia i pretensjonalności. *Gdyby kto pytał – tak, to jest dąbrowski bóbr.*Post wolny od tagowania, coby nikt nie zarzucił mi wrazidupstwa.

*Jutro oczywiście widzimy się na urodzinach Krysi. Halo Chorzów, halo Kato, halo Metropolia?!