Jeszcze sto lat temu na mapach i w urzędowych dokumentach można było przeczytać nazwę Vich. Dziś ta końcowa litera wydaje się egzotyczna i niepotrzebna – i słusznie, bo nigdy nie była wymawiana.
Historia „znikającego h” jest historią języka. Dodane w średniowieczu w łacińskich i kastylijskich zapisach, miało nadawać powagi i zgodności z ówczesną ortografią. Jednak w mowie mieszkańców zawsze brzmiało po prostu jako Vic.
Przełom przyszedł w 1913 roku, gdy Institut d’Estudis Catalans pod przewodnictwem Pompeu Fabry rozpoczął reformę pisowni katalońskiej. Jednym z jej celów było oczyszczenie języka z balastu zbędnych liter. Tak zniknęło nieme „h”, odtąd w oficjalnych dokumentach funkcjonuje tylko Vic.
Dzisiejsze miasto z dumą odwołuje się do swojego rzymskiego dziedzictwa (Vicus), ale pisownia jest nowoczesna i przejrzysta. W ten sposób małe „h” stało się symbolem większej zmiany.









































