W Wenecji obok Marsylii

Jako człowiek czynu mam czasami ochotę wywiesić tabliczkę z napisem nieczynne. Dzisiaj nastał ten dzień. Coś bym zjadł, ale nie wiem co. Może coś wypił, ale o niezdefiniowanym smaku. Gdzieś pojechał, rzucił wszystko i pojechał. Wypadałoby jednak najpierw wstać, a tak fajnie leżeć, więc po co gdzieś jechać skoro jest tak błogo. Tkwiąc pośród rozważań odezwał się komunikator. Pisze znajoma, pracowniczka biura podróży w jednym z miast regionu. Nazwy miasta nie wymienię żeby nie pogłębiać stereotypów.
– Słuchaj, przychodzi do mnie rano parka i pyta czy mam wycieczkę do Wenecji. Mówię dziewczynie, że mam, taką czterodniową. Odpowiada, że to dobrze, bo w sumie to nigdy nie była we Francji. Chłopak ją poprawia, że Wenecja jest we Włoszech. Ona patrzy na niego i zdziwionym tonem strofuje, że myślała, że to osobne państwo.
Przedpołudnie:
– Dzień dobry, ma pani jakieś last MINET na marzec w przyszłym roku? – Nie, na marzec nie mamy last minute, ewentualnie first minute. – A to nie to samo?
14.20
– A mogę do tego samolotu wziąć (wziąść) kiełbasę? – Może pan, tylko po co jak ma pan opcję all inclusive? – Wie pani, że jest ALL EXKLUSIW nie znaczy, że mają takie dobre kabanosy, bo ja lubię kabanosy, ale tylko jak są dobre. – No to może pan wziąć. – Aha, a papier też trzeba brać ze sobą, bo w hotelach to różnie jest, słyszałem, że oni nie używają – Nie. Papier też jest w cenie.
16:15
– A co się stanie jak nie wsiądę do samolotu? – Wtedy chyba nie poleci pan na wczasy. – To nie mogą zaczekać chwilę? Bo wie pani, my mamy złe połączenie do tych Pirzowic (Pyrzowic), a te taksówki takie drogie. – To może sąsiad podwiezie? – Podwiezie, ale jemu często się wóz psuje, dlatego pytam.
Poczekam na niski sezon, ale Wam już dzisiaj życzę samych pięknych podróży w dobrym towarzystwie.
*Z upływem czasu coraz częściej dziękuję Elżbiecie Dzikowskiej za zrozumienie czym jest szacunek okazany poznanym kulturom i miejscom, a Lechowi Motyce za znajomość tego co widać na globusie.