Antoine

Wielowieś. Także tutaj dotarł blask talentu wprost z Manhattanu i Paryża. Zgasł jednak równie szybko co rozbłysk supernowej w objęciach czarnej dziury. Pozostała pretensjonalna nazwa zakładu fryzjerskiego świadczącego usługi na rzecz lokalnej społeczności. Fryzjer Antoine w sąsiedztwie GS-u buduje obrazek tak groteskowy jak Violetta Villas w białych norkach z jelczem w tle.
Osobliwa, bliźniacza nomenklatura zakładu fryzjerskiego pojawia się w Parczewie, Skawinie, Rawiczu, Tarnowie, Głogowie… Czy to przypadek? Ondulacyjne śledztwo doprowadziło do rozwikłania zagadki.
W wigilię 1884 roku przychodzi na świat Antoni Cierplikowski. Kilkunastoletni chłopak z Sieradza wyjechał do Paryża z pięcioma frankami w kieszeni. Wkrótce kreował wizerunki największych sław. W kolejce do fryzjera Antoniego czekały: Brigitte Bardot, Edith Piaf, Greta Garbo czy Pola Negri. Najsłynniejszy fryzjer z Polski czesał cały świat. Jego klientkami były królowe, gwiazdy filmu i księżniczki. Jednak to on, nie odwrotnie, wydawał im rozkazy. Eleanor Roosevelt wyszła z salonu z męską fryzurą. Amerykanki oszalały na punkcie nowego wizerunku First Lady.
Mistrz nożyczek często rzucał w kierunku wszechdam globu słowa niewybredne:
„Zanim pani do mnie przyszła, była pani brzydka, nikt nawet nie chciał na panią spojrzeć, ja panią odmieniłem, proszę spojrzeć w lustro. Jeśli to się pani nie podoba, proszę wyjść i nie wracać!”
A one to kochały. I wracały.
Cierplikowski zbudował imperium. Kilkaset salonów Antoine rozsianych na całym świecie przynosiło bajeczne dochody i sławę. Przyjaciel gwiazd i koronowanych głów był ekcentrykiem, pod każdym względem. Spał w kryształowej trumnie, lśnił na balach, światłem własnym a nie odbitym.
Zdawało się, że wygrał życie. Sporo prawdy jest w tym, że człowiek niczego nie może uczynić wbrew sobie. Antoine przegrał tylko raz, gdy zdecydował się żyć w swej prawdziwej ojczyźnie. Osiągnął największy sukces w branży spośród wszystkich rodaków, którzy opuścili Polskę. Po latach wrócił do Sieradza, co okazało się złą decyzją i sromotną porażką. Jego sztuka była zbyt trudna w odbiorze dla przaśnego i hermetycznego PRL-u. Niezrozumienie społeczne i ponadprzeciętna osobowość sprawiły, że Antoine stał się ofiarą własnego talentu. Zmarł w samotności, zapomniany, podobnie jak gwiazdy, które widziały zbyt wielki świat. Imperium i fortuna przepadły. Do dziś w Polsce mało kto o nim pamięta. W 2015 roku wydano biografię Cierplikowskiego, którą warto prześledzić. Wizyty u fryzjera uważam za nudne, przyziemne i niestety konieczne, ale po jej przeczytaniu można uznać, że to kawał sztuki. Antoine był jej najlepszym ambasadorem.
Panie fryzjerki i panowie fryzjerzy – przede wszystkim Wy – może śladem Wielowsi należy złożyć hołd królowi fachu i trochę lepiej go poznać?

Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe