Świat w kolorowym szkle

Bliżej, bliżej, bliżej. Nie. Dalej, a jednak nie, bliżej. Trudno uchwycić ostrość przy mizernym świetle. Kolorowe szkło mieni się, połyskuje, rozprasza promienie i skrywa swoją urodę w głębokim półmroku. Starsze panie zerkają podejrzliwe, kątem oka śledzą każdy ruch znad różańcowych dziesiątek.
Atmosfera gęstnieje, złowrogo szumią wierzby, nic nie umknie ich uwadze. Siwogłowe, czujne oko panewnickiej opatrzności siedzi na mojej godzinie 11. Wreszcie przemówiło.
Sączy się jadowite i skrzeczące staccato. – A – co – tu – się – dzieje? – Zdjęcia sobie robię, ładne te witraże. – A to mo-żna, mo-żna. No ła-dne, ła-dne. Bo już my-śla-łam, że co in-ne-go. Trwa monolog i głębokie sapanie. – Bardzo ładne, bo niemieckie, proszę pani – przytaknąłem. – No tak, nie-miec-kie, a jed-nak ła-dne, jed-nak ła-dne.
I poszła.
Witraże w panewnickiej bazylice wprawiono w pierwszym półroczu 1908 roku. Kościół konsekrował 19 lipca tego samego roku kard. Georg Kopp. Do stacji w Ligocie uruchomiono ponad 50 pociągów, w uroczystości uczestniczyło 80 tysięcy ludzi. Do Panewnik przybyli w tym dniu pochodzący z Górnego Śląska posłowie do parlamentu pruskiego. Budowa całego zespołu klasztornego kosztowała 1 166 215 marek, nie wliczając bezpłatnych dobrowolnych prac ludności oraz ofiar materialnych darczyńców takich jak drewno, piasek czy kamień. Wśród najznamienitszych darczyńców kroniki klasztorne wymieniają: Łazarza IV Henkel von Donnersmarcka z linii bytomsko-siemianowickiej z żoną Marią von Schweinitz, Franciszka II Xavera Grafa von Ballestrem z Pławniowic z żoną Jadwigą von Sauerma-Jeltsch oraz małżeństwo hrabiego Hansa Urlicha von Schaffgotsch z Kopic koło Grodkowa i Joanny Schaffgotsch.
Czy ponad milion marek za rozległe zabudowania klasztorne to spora kwota? Trudno ocenić. Prawie dwa tygodnie wcześniej, 6 lipca 1908, został wprowadzony do służby „Schleswig – Holstein”. Koszt budowy wyniósł astronomiczną kwotę 25 mln marek. Dla porównania hrabia Franciszek II von Ballestrem wzniósł kosztem zaledwie 475 tysięcy marek okazały kompleks pałacowy w Pławniowicach.
Tyle książkowej, przykładnej historii.
W prawym rogu jednego z witraży, tuż przy wejściu, czytamy: Victor von der Forst. Glasmalerei Münster.i. Wstf. Historia pracowni witraży i miasta przenika się przez dwa stulecia. Oficjalnie Münster został założony w roku 793 przez Karola Wielkiego jako klasztor monasterium z osadą przyklasztorną. W roku 1168 nastąpiło przyznanie praw miejskich. Dawna, spolszczona nazwa miasta, dziś już rzadko używana, to Monaster lub Monastyr. Piękne, historyczne miasto w czasie II wojny światowej w wyniku bombardowań zniszczono w 90%. Wiele szklanych dzieł z „Glasmalerei” przepadło bezpowrotnie, zniknęły pod pryzmami gruzu, spalone na popiół przez buchający ogień.
820 kilometrów na południowy wschód leży miejsce do którego 110 lat temu zlecono wykonanie witraży. Przyglądam się szklanym taflom. Nie zaznały okrucieństwa wojny, mają nieco przygaszone barwy i elegancką linię, nie da się ukryć, ze to zachodnia robota. Ciekawe w jakich warunkach powstały, jak szlifowano szkło, kto wymyślał wzory i makiety, jak tuż przed daleką drogą wyglądało ich pożegnanie z pracownią i jak je przetransportowano? Pozostaje sporo pytań.
Zakład został założony w 1860 roku przy Schillerstraße 4. W Münster i wielu okolicznych miastach znajdują się witraże wykonane w pracowni von der Forst – pozostałości przedwojennej działalności firmy i te powstałe po 1945 roku. W „Glasmalerei” zaprojektowano wiele reprezentacyjnych okien dla budynków użyteczności publicznej. Najbardziej znane dziś dzieła w Münster to „Historia stworzenia” oraz okna synagogi przy Klosterstraße ukończone w 1961 roku. W 1978 firma została rozwiązana; Victor von der Forst – ostatni właściciel zmarł pięć lat później w wieku 86 lat.
Wątłe, wczesnojesienne promienie wpadają przez kolorowe tafle szkła. Rozmyte romby, elipsy, trójkąty przesuwają się po posadzce.
Dziękuję za nie Forstom z Münsteru.
Fot. Tomasz Burek